Wybraniec Mocy, który nie mieści się w przepowiedni

"Przepowiednia mogła zostać błędnie odczytana" - Yoda


Przez lata pytanie o tożsamość Wybrańca wydawało się rozstrzygnięte. Anakin Skywalker rodzi się bez ojca a Qui-Gon rozpoznaje w nim kogoś, na kogo Zakon Jedi czekał od pokoleń.

Prequele opowiadają o Anakinie jak o Wybrańcu. Oryginalna trylogia przenosi cały ciężar nadziei na Luke’a. Sequele ustawiają w tym miejscu Rey, a następnie każą jej pokonać powracającego Palpatine’a. Nic dziwnego, że każde pokolenie widzów może mieć wrażenie, że dostało własnego Wybrańca - a poprzedni został właśnie dyskretnie odsunięty na półkę z napisem "dialogi były złe, proszę nie dotykać".

A jednak wystarczy spojrzeć na całą sagę, aby ta pozorna prostota zaczęła się komplikować. Przepowiednia wskazywała jedną istotę. Ale być może Jedi pomylili osobę Wybrańca z pełnym zasięgiem jego wybraństwa a równowaga nigdy nie była dziełem jednej osoby.

JEDNA ISTOTA, WIELE WYBORÓW

Kanoniczne brzmienie przepowiedni mówi o Wybrańcu zrodzonym bez ojca, "poprzez którego" zostanie przywrócona równowaga Mocy. To wyraźnie wskazuje na Anakina. Nie widzę powodu, aby odbierać mu ten status i przepisywać go na Luke’a czy Rey - choć wiem, że niektórzy bardzo by tego chcieli.

"Poprzez niego" nie musi jednak oznaczać "wyłącznie jego własnymi siłami".

Najważniejszy czyn Anakina należy do niego. To on ostatecznie występuje przeciwko Sidiousowi. To on wybiera syna zamiast mistrza. To on przestaje być posłusznym narzędziem Imperatora i na chwilę przed śmiercią odzyskuje własne imię.

Nie dokonuje jednak tego wyboru w próżni.

Bez Luke’a nie dochodzi do sytuacji, w której Vader musi zdecydować, kim jest. Luke nie odkupuje ojca za niego, nie usuwa jego win i nie wyciąga na powierzchnię ukrytego Anakina za pomocą magicznej mocy miłości. Robi coś bardziej prozaicznego i zarazem trudniejszego: odmawia uznania, że Vader jest całą prawdą o osobie stojącej przed nim.

Zostawia ojcu przestrzeń do wyboru. Anakin nadal może pozwolić mu umrzeć. Może pozostać Vaderem. Wybraństwo nie odbiera mu wolnej woli i nie wykonuje za niego decydującego ruchu. Pokazuje natomiast, że nawet Wybraniec potrzebuje kogoś, kto pierwszy zobaczy w nim możliwość innego wyboru.

PROCES ZACZYNA SIĘ WCZEŚNIEJ

Jeżeli wybraństwo działa jak proces, nie rozpoczyna się ono dopiero w chwili, gdy Vader podnosi Imperatora. Jego biologicznym początkiem jest Shmi i nie tylko dlatego, że go urodziła. Jest również początkiem innego rodzaju - mimo lęku przed utratą, pozwala swojemu synowi odejść, samej pozostając w niewoli. Jej miłość nie daje jej żadnej gwarancji, że syn wróci. 

Anakin przez znaczną część życia postępuje odwrotnie. Boi się straty tak bardzo, że próbuje zdobyć nad nią władzę. Tam, gdzie Shmi pozwala odejść, on chce zatrzymać za wszelką cenę. Nie znaczy to, że Moc zaplanowała jej śmierć, aby nauczyć go ważnej lekcji. Jej utrata staje się raną, z którą Anakin nie potrafi sobie poradzić - i przez którą wybraństwo zostaje wypaczone przez lęk.

Pomiędzy Shmi a Zakonem stoi jeszcze Qui-Gon. Bez niego przepowiednia mogłaby pozostać interesującym tekstem w archiwach Jedi. To on uwalnia Anakina i upiera się, że chłopca należy potraktować poważnie, nawet gdy Rada najchętniej odesłałaby problem wraz z załącznikami. Jego bunt wobec Rady jest jednym z powodów, dla których proces w ogóle może się rozpocząć.

Po jego śmierci odpowiedzialność przejmuje Obi-Wan. Jego miejsce jest bardziej niejednoznaczne. Trenuje Anakina i choć nie potrafi zapobiec jego upadkowi to zachowuje możliwość dalszego ciągu. Czuwa nad Luke’em, wprowadza go w świat Mocy i przekazuje mu historię ojca - niepełną, momentami bardzo wygodnie zredagowaną, ale wystarczającą, aby droga mogła się rozpocząć.

Obi-Wan nie ocala Anakina. Chroni możliwość, że ktoś inny jeszcze do niego dotrze.

NIEDOKOŃCZONY GEST PADMÉ - DWOJE DZIECI, DWIE WALKI

Tą osobą okazuje się Luke, ale jego wiara w ojca nie pojawia się w opowieści po raz pierwszy. Ostatnie słowa Padmé dotyczą dobra, które nadal dostrzega w Anakinie. Nie zaprzecza jego czynom i nie usprawiedliwia przemocy tym, że przecież kierowała nim miłość. Widzieć w kimś dobro nie jest równoznaczne z uznaniem tego, że wyrządzone zło było mniej rzeczywiste.

Padmé nazywa jednak możliwość, której nie może już zamienić w czyn. Pokolenie później Luke podejmuje tę możliwość. Nie zastępuje Padmé ani nie ratuje ojca w jej imieniu. Dociera jednak do miejsca, którego ona nie mogła już osiągnąć. W sumie można powiedzieć, że Padmé rozpoznaje ewentualność powrotu Anakina, a Luke tworzy sytuację, w której Anakin może rzeczywiście wybrać powrót.

Dziedzictwo Padmé nie prowadzi wyłącznie do Luke’a. Rozdziela się pomiędzy jej dzieci. Nim została matką, próbuje zatrzymać narodziny dyktatury wewnątrz umierającej Republiki. Leia walczy już ze światem, który powstał po jej klęsce. 

Zatem można uważać, że Luke mierzy się z osobistym centrum upadku Anakina, Leia z jego politycznymi konsekwencjami. 

Udział Lei nie kończy się przy tym na Rebelii - to ona dociera do Bena w chwili, gdy Kylo Ren zaczyna tracić kontrolę nad własną tożsamością. Łączy więc proces prowadzący do powrotu Anakina z jego kolejną odsłoną.

DIADA ZAMIAST NOWEJ WYBRANKI

Wydaje mi się, że największym problemem tej interpretacji może być Rey. Dlatego, że to jej sequele powierzają ostateczne pokonanie Sidiousa’a, przez co łatwo odnieść wrażenie, że twórcy ostatniej trylogii anulowali osiągnięcie Anakina i przenieśli koronę Wybrańca na nową bohaterkę.

Choć głos Anakina mówi Rey, aby przywróciła równowagę tak, jak wcześniej zrobił to on, nie można powiedzieć, aby sequele nazywały Rey wprost Wybranką Mocy. Sequele przekazują widzom dwa komunikaty naraz: Anakin naprawdę spełnił swoją rolę, ale ten sam przeciwnik wrócił, dlatego ktoś musi zrobić to ponownie. Prawie nie widać szwów. Szkoda tylko, że te szwy są niezbyt elegancko wykonane.  

Pokusiłabym się tutaj raczej o to, aby nie analizować Rey jako jednostki, która jest częścią procesu. Ponieważ ostatnia (koszmarna bądź co bądź) część sagi tworzy z niej i syna Lei diadę: więź, w której działania jednej osoby zmieniają możliwości drugiej.

Rey nie uznaje, że pochodzenie musi rozstrzygać, kim się stanie i odmawia przyjęcia tożsamości przygotowanej dla niej przez Palpatine’a. Ostatecznie postanawia, że będzie walczyć z nim. 

Rey nie jest pierwsza, która próbuje dotrzeć do Bena pod tożsamością Kylo Rena. Han robi to wcześniej, prosząc syna, żeby wrócił, i płaci za to życiem. Ta rozmowa nie przynosi przemiany od razu, ale nie znika - Ben wraca do niej później, rozmawiając ze wspomnieniem ojca. Leia ostatkiem sił dociera do niego przez Moc i wypowiada jego imię. Rey również rozpoznaje Bena za Kylo Renem, a lecząc go, daje mu szansę na kolejny wybór. W przypadku Anakina i Luke’a to syn przemawiał do dobra uwięzionego w ojcu. Tutaj kierunek się odwraca: rodzice przemawiają do dobra uwięzionego w synu. Nie mogą cofnąć tego, co zrobił. Pomagają mu jednak zobaczyć, że nie musi już dalej być tym, kim stał się jako Kylo Ren.

Ben z kolei dokonuje wyboru, który przekształca tragedię Anakina. W odróżnieniu od swojego dziadka, który próbował ocalić ukochaną osobę poprzez zdobycie władzy nad śmiercią, Ben oddając swoje życie by ocalić Rey, nie próbuje jej zatrzymać ani posiadać przyszłości, którą właśnie jej umożliwia. 

Zatem (podobnie jak w przypadku dzieci Wybrańca, choć w trochę inny sposób) zniszczenie zła i ocalenie przyszłości zostają rozdzielone pomiędzy dwoje osób.

Proces wychodzi w ten sposób poza biologiczną linię Skywalkerów. Ród okazuje się jego głównym nośnikiem, lecz nie granicą. Rey otrzymuje dziedzictwo przez relacje i własny wybór, a nie przez krew. Czy finał filmu opowiada o tym przekonująco, to już osobna sprawa. Interpretacja może wydobyć sens z zakończenia, ale nie jest w stanie przepisać dialogów ani sprawić, że "Palpatine jakoś powrócił" nagle stanie się szczytem scenariuszowego kunsztu. 

Nie oznacza to, że bohaterowie, których wymieniłam do tej pory są częściami jakiegoś zbiorowego Wybrańca. W moim odczuciu są bardziej uczestnikami procesu wybraństwa, w którego centrum pozostaje Anakin. Kolejne osoby odpowiadają na sytuację pozostawioną przez poprzednie. Mogą skierować proces ku równowadze, zatrzymać go albo wypaczyć. Wybraństwo Anakina nie odbiera nikomu sprawczości - także jemu samemu.

JEDEN WYBRANIEC

Jeżeli przyjmiemy, że Anakin ratując syna – jest pod wpływem działania Mocy, a rozkaz 66 to również plan Mocy (bo widocznie trzeba było oczyścić skostniały Zakon), to w ten sposób każda zbrodnia i każda tragedia stają się koniecznymi etapami większego dobra. Nie uważam jednak, że zadaniem Anakina było wymordowanie Jedi - być może mógł on przywrócić równowagę bez zostawania Vaderem. To, że proces ostatecznie biegnie przez skutki jego upadku, nie znaczy, że upadek został zaplanowany.

Anakin pozostaje początkiem i centrum procesu. Nie jedną z wielu równorzędnych osób oraz nie pierwszym zawodnikiem w sztafecie kolejnych Wybrańców.


Nie twierdzę, że wszystkie trzy trylogie od początku zaplanowano jako opowieść o wybraństwie rozpisanym na wiele pokoleń. Nie mam też zamiaru budować własnego kanonu. Lecz próbuję zobaczyć wspólny wzór w częściach sagi tworzonych przez różnych autorów, w różnych czasach. Ponieważ interpretacja nie musi być instrukcją pozostawioną przez twórcę w zamkniętej kopercie. Ale może sugerować znaczenie, które zdołamy dostrzec dopiero wtedy, gdy późniejsze części zaczynają wchodzić w interakcję z wcześniejszymi.

Pisząc ten tekst doszłam do wniosku, że to co wydawało mi się największą zbrodnią sequeli wcale nią nie było. A nawet może tej zbrodni nie było w ogóle. Anakin dalej jest prawdziwym Wybrańcem a Rey nie unieważniła jego roli. To poprzez jego pojawienie się równowaga staje się zadaniem historii. Jego wybory uruchamiają konsekwencje przekraczające jego życie. Jego dzieci podejmują dwie niedokończone walki Padmé. Jego wnuk mierzy się z legendą Vadera, a Rey pokazuje, że znaczenie Skywalkerów może przetrwać poza ich krwią. Bo wybraństwo nie działa jak tytuł przechodzący na osobę, która zadała ostatni cios.

W takim odczytaniu Moc otwiera możliwości, ale nie podejmuje decyzji za osoby, których dotyka.

Komentarze

LUDZKIE MECHANIZMY

ROZPRAWKI Z TABU

ZAWODOWE OSOBLIWOŚCI