dwie strony Mocy, jedna bezsilność
Znam "Gwiezdne wojny" na tyle długo, że zdążyłam już kilka razy zmienić zdanie na temat rzeczy, które kiedyś wydawały mi się w tej historii oczywiste. Początkowo wszystko wydawało się w nich proste. Ot Jedi stali po jasnej stronie, Sithowie po ciemnej. Jedni byli dobrzy, drudzy źli.
Potem człowiek dorasta, prequele zaczynają wyglądać zupełnie inaczej niż dwadzieścia lat wcześniej i okazuje się, że galaktyka również ma swoje problemy instytucjonalne, polityczne i psychologiczne. Nawet jeśli nadal zdarzają się w niej dialogi, przy których piasek rzeczywiście wydaje się najbardziej naturalnym tematem rozmowy.
Właściwie przez większość mojej fascynacji SW bardziej pociągali mnie Jedi. Fascynację Sithami rozumiałam znacznie mniej. Z czasem zaczęłam jednak dostrzegać nie tylko słabości Zakonu Jedi, ale również to, dlaczego oferta ciemnej strony może być dla kogoś atrakcyjna.
Nie dlatego, że ludzie skrycie marzą o duszeniu współpracowników za pomocą Mocy (noo może czasem, niektórych ekmm, nie no naprawdę czasem). Ciemna strona oferuje coś znacznie bardziej kuszącego. Sprawczość.
Niemniej, jasna strona oferuje coś, czego potrzebujemy równie mocno. Zdolność pogodzenia się z tym, że nasza sprawczość ma granice.
I dlatego może od pytania "która strona jest lepsza?" ciekawsze jest inne pytanie: "co robisz, kiedy nie masz kontroli nad czymś, co jest dla ciebie naprawdę ważne?"
THERE IS NO EMOTION, THERE IS PEACE
W moim odczuciu, największą obietnicą jasnej strony nie jest potęga, lecz spokój, którego nie utożsamiam z brakiem uczuć czy wieczna duchowa pogoda, lecz jako zdolność do niewpadania w zniewolenie względem wszystkiego co czujemy, czego pragniemy czy boimy się.
Jasna strona przypomina, że nie wszystko można zatrzymać. Nie każdą stratę da się powstrzymać. Nie każdego można ocalić. Możemy działać, próbować, walczyć, ale w pewnym momencie dochodzimy do granicy własnego wpływu.
W "Powrocie Jedi" widzimy, jak Luke ewoluuje w tym kierunku z mieczem w dłoni. Najpierw daje się sprowokować i atakuje swojego ojca w gniewie, pokonuje go i znajduje się dokładnie tam, gdzie chciał go doprowadzić Palpatine.
I wtedy Luke zatrzymuje się. Ale nie dlatego, że nagle niczego już nie czuje czy też dlatego, że staje się bierny. Przeciwnie: podejmuje jedną z najważniejszych decyzji w swoim życiu. Nie zabije ojca, nie staje się tym, kim chce uczynić go Imperator.
Nie może zmusić Vadera do powrotu na jasną stronę mocy ani zagwarantować sobie szczęśliwego zakończenia. Za to może zdecydować o sobie. Może zdecydować o tym czy chce kochać bez posiadania, o tym czy chce spróbować ocalić bliską mu osobę bez odbierania jej prawa do własnych wyborów. Zawalczyć o wszystko, wiedząc, że może przegrać wszystko. Przeżyć porażkę bez uznania jej za dowód własnej bezwartościowości.
I chyba dlatego wydaje mi się, że wolność od przekonania, iż sprawczość oznacza przymus kontrolowania efektu jest tym, co warto wziąć pod uwagę w życiu - niekoniecznie będąc Jedi.
THERE IS NO PASSION, THERE IS SERENITY
Akceptacja swoich ograniczeń jest czymś innym niż przekonanie, że należy je po prostu przyjąć bez słowa sprzeciwu. Natomiast odpuszczenie tego, czego realnie nie zdołamy zmienić, jest czymś innym niż rezygnacja ze zmieniania tego, co zmienić można.
Problem zaczyna się wtedy, gdy mądrość staje się automatyczną zasadą.
Nie chcę robić z tego procesu Zakonu Jedi, bo jego podejście do emocji, przywiązania i indywidualnych potrzeb spokojnie zasługuje na osobne przemyślenia. Lecz wydaje mi się, że jest tutaj coś, na co warto zwrócić uwagę: filozofia ta, może z czasem utrudniać rozpoznanie chwili, w której potrzebne są już nie cierpliwość i dystans, lecz sprzeciw i działanie.
I właśnie tutaj widzę potencjalną cenę jasnej strony: filozofia odpuszczania i akceptacji niesie ze sobą ryzyko stagnacji. Można tak mocno nauczyć się przyjmować rzeczywistość, że przestaje się pytać, czy powinna ona wyglądać właśnie tak a nie inaczej.
Prequele pokazują Zakon mocno osadzony w strukturach Republiki, przywiązany do własnych sposobów działania i coraz gorzej radzący sobie z rzeczywistością zmieniającą się szybciej, niż jego instytucjonalne mechanizmy zdołają to zauważyć. Nie dlatego, że Jedi nagle przestali być istotami działającymi w dobrej wierze. Bo można chcieć dobra i jednocześnie zbyt późno lub nawet w ogóle nie dostrzec, że własne metody przestały do niego prowadzić.
I zastanawiam się, czy spokój może niekiedy stać się wygodną nazwą dla bezczynności, a akceptacja rezygnacją. Nie dlatego, że jasna strona musi do tego prowadzić.
THROUGH PASSION, I GAIN STRENGTH
I tutaj pojawiają się Sithowie ze swoją ofertą, która brzmi niemal jak odpowiedź na wszystkie powyższe problemy. Nie rezygnuj. Nie odpuszczaj. Nie pozwól, żeby inni powiedzieli ci, czego masz pragnąć.
Gniewasz się? To znaczy, że coś jest dla ciebie ważne.
Masz ambicje? Nie przepraszaj za nie.
Świat cię ogranicza? Stań się wystarczająco silny, żeby te ograniczenia przekroczyć.
Nie każda granica zasługuje na szacunek. Nie każda instytucja ma rację. Nie każde "tak już jest" jest argumentem za tym, żeby tak pozostało.
Nie jestem zaskoczona tym, że to fascynuje tak wiele osób. Tym bardziej, że część tej obietnicy nie musi być fałszywa. Bo potrzebujemy poczucia sprawczości i prawa do buntu. Potrzebujemy ambicji, pragnień i przekonania, iż nie musimy akceptować każdej sytuacji tylko dlatego, że akurat w niej się znaleźliśmy. O czym zresztą całkiem zgrabnie opowiada inne uniwersum, czyli Matrix; wybaczcie tę małą galaktyczną zdradę. 😉
W tym sensie rozumiem fascynację Sithami znacznie lepiej niż kiedyś. Ich filozofia daje obietnicę życia, w którym nikt nie może ci powiedzieć, że jesteś za słaby, za mało znaczący albo skazany na pogodzenie się z losem.
Jeżeli jasna strona mówi "nie wszystko możesz kontrolować" to można twierdzić, że odpowiedź ciemnej strony brzmi "jeszcze nie". Czy może być bardziej kuszącą odpowiedź dla człowieka, który właśnie czuje się całkowicie bezsilny?
THROUGH POWER, I GAIN VICTORY
Dlatego Anakin jest tak dobrym przykładem działania ciemnej strony. Nie dlatego, że od początku chce władzy ani dlatego, że marzył o cosplajowaniu mrocznych lordów Sith.
Anakin przez znaczną część życia doświadcza czegoś, co wyjątkowo źle znosi: bezsilności i strachu przed utratą. Jako dziecko utracił swoją matkę w trochę symboliczny sposób – był zmuszony zostawić ją samotną na planecie, która do bezpiecznych nie należała. Później umiera ona w jego ramionach a on odkrywa, że ogromny talent i liczba Midichlorianów nie wystarczyły, żeby uratować osobę, którą kocha.
Kiedy więc zaczyna śnić o śmierci Padmé, nie boi się czegoś abstrakcyjnego. On już zna ten ból i nie chce go przeżyć drugi raz.
Ciemna strona a właściwie Palpatine z jej pomocą, robi coś bardziej podstępnego: "przejmuje dobre albo neutralne pragnienie i zmienia reguły jego realizacji”.
I takim sposobem "Chcę ocalić Padme" zaczyna znaczyć: "muszę ją ocalić”. Potem: "znajdę sposób, żeby ją ocalić bez względu na cenę". A wreszcie: "rzeczywistość nie ma prawa dać mi odpowiedzi, której nie chcę".
Śmierć, los, ludzie - to wszystko ma się podporządkować. I w końcu Padmé również.
Sama miłość nie sprowadziła go na ciemną stronę. Również pragnienie ocalenia Padmé tego nie zrobiło. Lecz można śmiało powiedzieć, że zrobiła to chęć kontroli. Człowiek, który zdradził wszystko, ponieważ twierdził, że chce ocalić ukochaną osobę, dusi ją, kiedy ona mając własną wolę, nie chce zaakceptować tego, kim się stał.
Dlatego wydaje mi się, że problem ciemnej strony nie polega na ambicji, pragnieniach czy potrzebie sprawczości, ale na tym, że stopniowo usuwa granicę między: "mogę próbować zmienić rzeczywistość" a "rzeczywistość powinna być mi posłuszna".
THROUGH VICTORY, MY CHAINS ARE BROKEN
Sithiański kodeks obiecuje ostatecznie wolność. Tylko czy aby na pewno? Bo kim jest Darth Vader, jeśli nie jednym z najpotężniejszych i jednocześnie najmniej wolnych ludzi w całej sadze?
Anakin chciał wyrwać się z braku sprawczości - jego mroczne alter ego zostaje podporządkowane Imperatorowi.
Anakin chciał pokonać śmierć - jego mroczne alter ego żyje wyłącznie dzięki systemowi podtrzymywania życia.
Anakin chciał ochronić to, co kochał - jego mroczne alter ego traci niemal wszystko.
Anakin chciał mieć kontrolę - jego mroczne alter ego kończy jako człowiek zdefiniowany przez decyzję podjętą pod wpływem strachu przed utratą kontroli.
Czy to nie jest najokrutniejszy "żart" ciemnej strony Mocy?
Każda taka granica staje się nie do zaakceptowania i czujemy potrzebę coraz większej władzy, żeby poczuć się bezpiecznie. I tak bez końca. A przecież zawsze zostanie coś, czego nie jesteśmy w stanie kontrolować.
W taki sposób Sithiańska wolność zaczyna przypominać bieżnię, na której człowiek musi biec coraz szybciej tylko po to, aby nie skonfrontować się z tym, przed czym uciekał.
ILE WIĘC KOSZTUJE MOC?
Nie wydaje mi się, żeby "Gwiezdne wojny" były intrygujące dlatego, że uczą nas prostego wyboru między spokojnymi mnichami a złowieszczymi istotami w czerni. Przynajmniej dla mnie.
Ciekawsze wydaje mi się to, że obie strony Mocy dotykają rzeczy, których rzeczywiście potrzebujemy. Potrzebujemy zdolności odpuszczania jednocześnie potrzebujemy również buntu. Potrzebujemy akceptacji własnych ograniczeń. Lecz bez próby ich przekraczania nadal siedzielibyśmy w jaskiniach kłócąc się o to, kto ma prawo siedzieć bliżej ogniska. Potrzebujemy sprawczości ze świadomością, że świat czy inni ludzie nie są naszą własnością.
Dlatego nie widzę tu dwóch równoważnych filozofii czy sił, między którymi wystarczy grzecznie znaleźć środek.
Jasna strona oferuje coś wartościowego, co może zostać wypaczone. Akceptacja może stać się rezygnacją, spokój biernością, dystans stagnacją.
Ciemna strona zaczyna natomiast od rzeczy całkowicie normalnych - miłości, ambicji, gniewu, pragnienia zmiany, odmowy bezsilności - lecz proponuje im rozwiązanie, które samo jest problemem. Aż któregoś dnia okazuje się, że przeszkodą stojącą między nami a tym, czego pragniemy, jest druga istota i jej prawo do powiedzenia "nie".
Może dlatego nadal bliżej mi do Jedi - nie dlatego, że proponują świat bez sprzeczności. Raczej dlatego, że w najlepszej wersji jasnej strony znajduje się myśl, której ciemna strona nie potrafi zaakceptować: "możesz mieć ogromny wpływ na świat i nadal nie mieć prawa ani możliwości kontrolowania wszystkiego".

Komentarze
Prześlij komentarz