prawo dziedziczenia mitu
Po jednej stronie stoi dziewczyna, która przez większość życia szukała odpowiedzi na pytanie, skąd pochodzi i gdzie jest jej miejsce. Po drugiej wnuk Anakina, który przez większość ekranowego czasu próbuje przekonać przede wszystkim siebie, że można uwolnić się od przeszłości niszcząc ją. Między nimi wisi miecz należący kiedyś do osoby, której życie rozdarło się między Anakina a Vadera.
I oczywiście miecz pęka.
Pod względem subtelności ta scena przypomina moment, w którym imperialny niszczyciel przelatuje metr nad głową. Na początku zastanawiałam się co symbolizuje pęknięcie, teraz chyba ciekawsze wydaje mi się to, dlaczego każde z nich tak bardzo chce przeciągnąć ten miecz na swoją stronę.
Bo nie sądzę, żeby chodziło tylko o broń czy o to czyją własnością ona się stanie. Mam wrażenie, że Rey i Kylo próbują przejąć coś znacznie bardziej nieuchwytnego - prawo do napisania dalszego ciągu opowieści o tym mieczu.
PRZEDMIOT, KTÓRY ZDĄŻYŁ PRZEŻYĆ KILKA RÓŻNYCH HISTORII
Miecz Anakina jest przedmiotem dziwnym nawet jak na standardy sagi, która uwielbia przekazywać symbole z pokolenia na pokolenie.
Najpierw należy do Anakina Skywalkera, rycerza Jedi i bohatera wojny, który tym mieczem walczy u boku Obi Wana po stronie Republiki stając przeciwko ciemnej strony Mocy.
Anakin nie wymienia miecza w chwili upadku. Nie dostajemy wygodnego cięcia: "tu skończył się Anakin, oto pojawia się Vader – nowa osoba, nowa broń". Widzimy tę samą rękę i ten sam przedmiot, którym wcześniej bronił Zakonu, a chwilę później morduje Jedi w Świątyni. Właśnie dlatego, że to ten sam miecz, opowieść nie pozwala na czysty podział na bohatera i potwora. Jasne, to nie broń decyduje o tym, do czego zostanie użyta. To właściciel nadaje jej znaczenie własnymi decyzjami.
Po pojedynku na Mustafar, Obi-Wan zabiera miecz ze sobą i po latach przekazuje go Luke’owi jako broń jego ojca. Luke jeszcze nie wie, że "ojciec, bohater wojenny" i "Darth Vader" są tą samą osobą. Dostaje więc nie tylko miecz. Dostaje również określoną wersję rodzinnej historii. Potem na Bespin ta prosta opowieść "Twój ojciec był dobrym Jedi zamordowanym przez Vadera" rozpada się w jednej chwili. Miecz znika w przepaści. Razem z nim znika wiara, że ojca i potwora można łatwo od siebie oddzielić.
Pokolenie później ten sam przedmiot powraca. W Przebudzeniu Mocy Kylo oznajmia, że ten miecz należy do niego i przyciąga do Mocą. Lecz miecz przelatuje obok niego prosto do ręki Rey. W Ostatnim Jedi widzimy swego rodzaju rewanż. Lecz tym razem już nie wypada z ręki - pęka.
RELIKWIA I FETYSZ
Rey i Kylo nie patrzą na ten miecz tak samo.
Dla Rey jest czymś bliskim relikwii. Łączy ją z historią, do której desperacko próbuje znaleźć wejście. Z Jedi. Z Lukiem. Z opowieścią o bohaterach, przeznaczeniu i sensie większym niż lata na Jakku spędzone na czekaniu na ludzi, którzy nigdy nie wracają. Rey szuka przynależności właściwie wszędzie a miecz może być częścią tej potrzeby. Materialnym dowodem, że istnieje jakaś większa historia, z którą można się utożsamić.
Kylo patrzy na przeszłość inaczej, choć paradoksalnie jest od niej jeszcze bardziej uzależniony. Fetyszyzuje Vadera otaczając się jego symbolem czy to przechowując (niczym relikwie) przedmioty z nim związane czy też próbując dorównać jego legendzie. Miecz Anakina to niego nie tylko symbol ale też rodzinna pamiątka - należał do jego dziadka.
Tyle że sam przedmiot jest niewygodny dla prostej fascynacji Vaderem, ponieważ nie pozwala zapomnieć o czymś, czego Kylo nie chciał uznać za część siebie. Zanim zrodził się Vader, był Anakinem. Po przejściu na ciemną stronę Mocy nie przestał nagle być osobą, która chwilę wcześniej nosiła inne imię. Ten miecz był po obu stronach tej biografii.
Dwie osoby dokonujące przeciwnych wyborów wobec Mocy próbują przejąć przedmiot, który należał kiedyś do kogoś, kto sam przeszedł od jednego wyboru do drugiego.
Kusi, aby przypisać Rey i Kylo dwie przeciwstawne sobie strony Mocy rozrywające przedmiot należący do Anakina. Ale sprowadzanie ich do dwóch kawałków cudzej osobowości to za duże uproszczenie, bo ich własne historie są zbyt bogate. Rey nie jest "jasnym Anakinem", Kylo nie jest "ciemnym Anakinem".
WIDZĘ CIĘ. A WIĘC WIEM, KIM POWINIENEŚ BYĆ
W moim odczuciu ta scena pokazuje konsekwencje tego, co wcześniej w sobie dostrzegli. Rey widzi początkowo konflikt, samotność, zranienie i możliwość dokonania innego wyboru. Widzi Bena, którego inni nie chcą już zobaczyć. Kylo rzeczywiście nie jest naczyniem wypełnionym ciemną stroną.
Tyle że Rey szybko przechodzi od "widzę w tobie możliwość wyboru dobra" do "wiem, jaki wybór podejmiesz" – lecz to nie jest to samo.
Podobny błąd popełnia Kylo. Najpierw trafnie dostrzega jej samotność, gniew, poczucie nieprzynależności i rozczarowanie Lukiem a potem uznaje, że skoro zna ranę, zna również lekarstwo: "Nie należysz do nich. Oni cię nie rozumieją. Ja cię rozumiem. Więc wybierzesz mnie".
To bardzo ciekawa symetria, bo pod ich pozornie przeciwnymi pragnieniami kryje się zbliżony mechanizm. Rey chce "przywrócić" Bena. Kylo chce przeciągnąć Rey na swoją stronę. Każde w pewnym momencie widzieć w drugiej osobie kogoś podejmującego własne decyzje i zaczyna traktować ją jak niedokończony projekt, którym należy się zająć.
Brzmi znajomo?
KIEDY WIĘŹ ZACZYNA ZNACZYĆ KONTROLĘ
Problemem Anakina nigdy nie było to, że kochał za mocno. Problem pojawiał się wtedy, gdy jego miłość zaczynała oznaczać konieczność kontrolowania wyniku, a rzeczywistość miała podporządkować się jego potrzebie. I kiedy Padmé odmawia pójścia za nim tam, dokąd on zmierza, jego "robię to dla ciebie" błyskawicznie ujawnia ukryty warunek: "więc powinnaś być po mojej stronie."
Nie chcę tutaj mówić, że główni bohaterowie sequeli powtarzają historię Anakina jeden do jednego. To byłoby absurdalne. Ale powtarzają przekonanie, że rozumienie drugiej osoby daje prawo do decydowania o jej wyborach. A potem próbę przeciągnięcia jej tam, gdzie sami chcą ją widzieć.
NAJPRAWDZIWSI SĄ WTEDY, KIEDY NIE PRÓBUJĄ SIEBIE WYJAŚNIAĆ
Rey i Kylo potrafią działać razem perfekcyjnie, dopóki mają wspólnego wroga. Walka ze strażnikami Snoke’a dzieje się w teraźniejszości – bez wzajemnego projektowania na siebie przyszłości. Współpraca rozpada się dopiero wtedy, gdy próbują wspólnie zdecydować, co dalej zrobić z odziedziczoną przeszłością. Wtedy każde z nich chce już nie tylko walczyć u boku drugiej osoby, ale przejąć ster. Po śmierci Snoke`a Rey patrzy na Kylo i widzi odkupienie a Kylo w Rey widzi początek sojuszu. Żadne nie zadaje sobie pytania co ten wybór oznacza dla drugiej strony. I właśnie tutaj spór Rey i Kylo przestaje być tylko sporem dwóch postaci.
NIE CHODZI O TO, KTO GO DOSTANIE
Nie odbieram tego przeciągania miecza jako zwykłego: "daj, to moje" bo każde z nich próbuje zdecydować, co ten przedmiot będzie oznaczał dalej. Jedno mówi mniej więcej: "Ta historia nadal może znaczyć coś dobrego." A drugie: "Ta historia ma się skończyć, żebym mógł stworzyć własną."
Zresztą Luke już raz podjął decyzję w kwestii tego miecza, zanim jeszcze Rey i Kylo zaczęli się szarpać. Na początku filmu bierze ten sam miecz i rzuca go przez ramię, jakby chciał powiedzieć: nie chcę już być kimś, komu ten przedmiot cokolwiek każe. Rey i Kylo robią więc dokładnie odwrotnie - zamiast odrzucić miecz, oboje próbują go zatrzymać na własnych warunkach.
Bo właściwie co otrzymujemy w spadku po poprzednich pokoleniach?
Nigdy nie dostajemy historii rodzinnej w neutralnej paczce opisanej: "wydarzenia obiektywne, proszę zachować dla potomnych", tylko czyjeś wersje o tego, co się wydarzyło, o tym, jaki ktoś był. Luke dostał najpierw wersję "ojciec, bohater wojenny", potem musiał ją zderzyć z "Vader, morderca" i to zderzenie (a nie same fakty) ukształtowało go bardziej niż cokolwiek innego. A to oznacza, że następne pokolenie nie tylko dziedziczy spór o mit, ale też otrzymuje zadanie, by być dumnym, wybaczać, naprawiać, kontynuować i udowadniać, że jest inne niż poprzednicy. Tak cudze życie zaczyna pisać nam scenariusz życia.
I nawet jeśli budujemy swoją tożsamość na tym, że nie jesteśmy tacy jak "mój ojciec", nieświadomie oddajemy mu prawo do jej współtworzenia. Gest Luke'a który wyrzuca miecz przez ramię, to najlepszy tego przykład - bo nawet odrzucenie dziedzictwa jest wciąż reakcją na nie, wciąż jest napisane w tym samym języku, co samo dziedzictwo.
Przedmiot przekazywany przez pokolenia jest tak dobrym symbolem, ponieważ jego znaczenie narasta z każdym właścicielem - z Anakinem, z Obi-Wanem, który zabrał go po pojedynku na Mustafar, z Lukiem, który zanim go odrzucił, musiał go przyjąć.
A co oznacza sytuacja, kiedy taki przedmiot w końcu pęka? Niekoniecznie "wyrzućmy przeszłość" ani też "sklejmy wszystko i udawajmy, że nigdy nie było rysy". Może oznaczać akceptację tego, że pęknięcie jest częścią historii. Że ktoś może być bohaterem i oprawcą. Że możemy kochać kogoś, kto dokonał wyborów, których nie potrafimy usprawiedliwić.
MOŻE NIE DZIEDZICZYMY TRAUMY LECZ SPOSÓB JEJ OPOWIADANIA
Nie twierdzę, że Rian Johnson ukrył tutaj psychologiczny traktat o rozdartej osobowości Anakina i czekał, aż ktoś po latach go odszyfruje. Ale dzieje tego przedmiotu dodają tej scenie znaczenia. Bo miecz należał do osoby, o której kolejne pokolenia opowiadały skrajnie różne historie.
Anakin. Vader.
Bohater wojny. Zdrajca Jedi.
Wybraniec. Morderca.
Ojciec. Potwór.
Osoba zdolna do miłości. Osoba, która w imię tej miłości zrobiła rzeczy potworne.
Ktoś, kto ostatecznie uratował syna.
Czy ostatni czyn kasuje wcześniejsze? Nie.
Czy wcześniejsze czyny sprawiają, że ostatni nie ma znaczenia? Też nie.
Luke ostatecznie potrafił zobaczyć w Vaderze Anakina bez konieczności udawania, że Vader nigdy nie istniał. Potrafił zaakceptować, że to jedna osoba, zdolna zarówno do potworności, jak i do wyboru czegoś innego. To wiele trudniejsze niż wybranie jedne z dwóch etykiet.
Nie musimy przeżyć tego, samego co nasi przodkowie, lecz odziedziczyć ich sposób reagowania na to co nas spotyka. Rey i Kylo nie przeżyli historii Anakina, lecz żyją w świecie, który nadal próbuje ustalić, co ona znaczyła. Żadne jeszcze nie potrafi pozwolić przeszłości być sprzeczną. Nie naprawiać jej. Nie niszczyć. Tylko zdecydować, co zrobić z własnym życiem, wiedząc, co wydarzyło się przed nami.
I może właśnie dlatego miecz pęka. Jakby sam miecz mówił: żadne z was nie dostanie prawa do wyłącznego wyjaśnienia mnie.

Komentarze
Prześlij komentarz