brzydkie słowo na P

Grafika z tytułem wpisu: Brzydkie słowo na P
Nie, nie to, o którym właśnie pomyśleliście. 
Chodzi o inne – dużo bardziej niewygodne. Takie, które wielu woli przemilczeć. Zanim rozwinę swoją myśl, chcę zaznaczyć, że to nie jest tekst przeciwko mężczyznom. To jest tekst przeciwko przekonaniu, że kobieta z własnym zdaniem i kręgosłupem to zagrożenie, a nie partnerka.

Od pewnego czasu mocno interesuję się tym, jak wygląda życie w Korei Południowej. I bardzo szybko rzuciło mi się w oczy, że różnica światopoglądowa między kobietami a mężczyznami jest tam ogromna. Patriarchat? Ma się świetnie – system, a nie każdy pojedynczy facet. Karmi się ramenem mizoginii i popija soju z butelki samouwielbienia.
Efekty? Korea jest w czołówce krajów z najniższą dzietnością. I chociaż to złożony temat – kredyty, ceny mieszkań, rynek pracy – to jednak śmiem twierdzić, że patriarchalna mentalność wrzuciła do tego skarbca nie kilka groszy, a całą swoją wypłatę – i jeszcze wzięła kredyt, żeby dopłacić.

W Polsce, jak na nasze lokalne standardy absurdu, wcale nie jest lepiej. Tu kobieta to worek treningowy do obwiniania. Za co? Za wszystko. Za emocjonalny bałagan, który kultura od wieków spycha na kobiety, za decyzje pracodawcy, za suszę w relacji, za to, że facet nie umie powiedzieć: "mam problem z sobą, ale zrobię z tym coś".
Wróciłaś z macierzyńskiego? Przecież sama chciałaś dziecka, co się teraz dziwisz, że Cię zwolnili. Gdy macierzyństwo przełożysz albo z niego zrezygnujesz, bo obawiasz się utraty pracy czy kariery – to też źle. Wtedy jesteś wyrodną, egoistyczną feministką, która myśli tylko o sobie. 
Zostałaś pobita? Pewnie sprowokowałaś, pewnie powiedziałaś coś, co zdenerwowało. Zostałaś zgwałcona? A po co to ubranie. A po co ta mina. A po co istniałaś. Obarczyć odpowiedzialnością sprawcę? Nieee, gdzie tam – łatwiej zrzucić winę na kobietę. 
I oczywiście, gdy dorosły mężczyzna nie potrafi obsłużyć pralki – winna matka. Bo wszystko w życiu faceta to efekt kobiety. Nawet jego własne lenistwo.
Na co dzień rzadko usłyszysz to wprost. Bo przecież w towarzystwie wypada być miłym. Prywatnie? Na imprezie – oczywiście w formie żartu (no przecież, co nie?). Zwrócisz uwagę na ten (nie) śmieszny żart? Klasyka: "Żartowałem, nie masz dystansu?". A ja się pytam: czy Twoja frustracja zgubiła numer do terapeuty, czy próbuje robić stand-up z nieudanej autoterapii?

Internet to rynsztok z funkcją lajków, gdzie regulaminy są po to, by europejscy urzędnicy nie robili przypierdółki, a moderatorzy cierpią na śpiączkę moralną. Kobieta może opublikować cokolwiek, a zaraz pod spodem dostanie defektem werbalnym w twarz: "Wyglądasz jak wieloryb...", "Bo feminizm...", "Bo kiedyś to kobiety..." – no tak, kiedyś (to ulubione słowo internetów) …Kiedyś lewatywa była remedium na wszystko, a kobiety palono na stosie za umiejętność rozróżniania ziół.

Jakiś czas temu oglądałam transmisję live o męskiej samotności, jednocześnie czytając chat. I naprawdę – po 10 min. czułam tak ogromne zniechęcenie do męskiej populacji, że żaden słownik nie byłby w stanie tego opisać. Jakikolwiek sensowny argument przedstawiony w filmie, był zbijany przez komentatorów, którzy najwyraźniej sądzą, że mają patent na bycie znawcą kobiecego umysłu i życia. Prowadzący mówili o braku wsparcia, mieszkaniach, stabilizacji. Komentarze? "Bo baby się sfeminizowały". Gdyby jakiś student psychologii chciał napisać pracę o wyparciu, znalazłby tam naprawdę całkiem sporo materiału do niej.
W pewnym momencie jeden z prowadzących stwierdził, że "nikt mężczyzn nie nauczył życia". Przepraszam – czego uczyć? Jak podłączyć odkurzacz do prądu i odkurzyć w domu? Jak wynosić śmieci? Albo jak zrobić listę zakupów na podstawie tego, co (nie)znajdziemy w lodówce? To gdzie byliście, jak rodzice zajmowali się domem - w symulacji czy w piwnicy z konsolą?

Jakim cudem potraficie znaleźć tutorial do każdego poziomu w najnowszej grze czy złożyć komputer z 47 części, ale nie potraficie przeczytać instrukcji do pralki czy zmywarki? Porno znajdujecie w 3 sekundy, ale ugotowanie  najprostszej zupy to jak walka z końcowym bossem w Quake’u 3 – niby proste, a jedno potknięcie i game over.
Na Tinderze – sporo modeli typu "łowca okazji’", dla których kobieta to nie człowiek, tylko dmuchana lalka z funkcją oralną. I potem płacz: ‘czemu nikt mnie nie chce’. A może dlatego, że sam siebie nie chcesz na tyle, żeby ruszyć czymś więcej niż kciukiem po ekranie? Dla jasności – chodzi o mózg. 
Jeśli nie umiesz wziąć odpowiedzialności za związek, zająć się posprzątaniem wspólnej przestrzeni, to wróć do rodziców albo zamieszkaj sam, gdzie możesz sobie do woli „nicnierobić" i nie brać odpowiedzialności. Kobiety (pomijając kilka "drobnych niedogodności" typu pracodawca, który najchętniej by kobietę wykastrował) nie chcą relacji z facetem na poziomie dziecka – więc wybierają siebie. 

Widziałam, zdaje się wczoraj, filmik jakiegoś youtubera, w którym testował reakcję – tym razem na robienie zdjęć kobietom pod sukienką. Kto zareagował? Mężczyźni? Nieee... zareagowała kobieta.  Ci wielcy obrońcy kobiety albo odwracali głowę, albo patrzyli ukradkiem, udając, że nic się nie dzieje.
Mam dość tego, że wciąż zbyt często kobieta nie może być wkurzona bez bycia nazwaną histeryczką. Nie może być niezależna bez bycia nazwaną zimną suką. Nie może być singielką bez litościwego komentarza: "oj, coś Ci nie wyszło?". Choć czasem tęsknię za byciem w związku, to jak patrzę na tę emocjonalną sieczkę, zdecydowanie wolę swoje życie singielki. Nie muszę nikomu tłumaczyć, jak się obsługuje życie – to prawdziwe, a nie z Wiedźmina.

Ta cała "epidemia męskiej samotności" to nie efekty klątwy rzuconej przez kobiety. To efekt lat ignorowania odpowiedzialności. To nie kobiety zabrały wam bliskość, lecz system, w którym żyjemy od wieków. To jemu oddaliście prawo do bycia wrażliwym, prawo do bycia słabym, gdy nie ma już sił w zamian za status domowego bossa.
Nie twierdzę, że wszyscy faceci tacy są – ale jest ich zdecydowana mniejszość. I niestety (mam wrażenie) jest ich coraz mniej.
I tak wiem, są faceci, którym jest trudniej, by cokolwiek osiągnąć w życiu (zaznaczam, że nie mam na myśli stanowiska kierownika i pensji 14 tys. na rękę), bo coś tam. Choć to "coś tam" często dotyka także kobiet. A to, że była okazała się suką, nie znaczy, że każda kobieta nią jest. Nie mniej to nie jest powód, żeby nienawidzić kobiet. Serio, można nie obwiniać całej płci za zjebane doświadczenie - wiele kobiet również doświadczyło toksycznych relacji i nie obwiniają całej męskiej populacji za jednego zjeba. Tylko że warto wtedy poświęcić choć trochę czasu na refleksję nad tym, dlaczego tak się stało. Da się - coś o tym wiem. Choć to trudniejsze od „bo to zła kobieta była”.

Także tak, można siedzieć i nic nie robić nic prócz narzekania i spychania odpowiedzialności na drugą stronę. Można oczekiwać od kobiety wdzięczności za to, że jesteś „nie taki jak inni”, jeśli w praktyce niewiele się różnisz siedząc cicho. Tylko uwaga – spoiler alert – nie liczcie na to, że to coś zmieni na lepsze. 
Wiesz już o jakie słowo chodzi?

Komentarze

POLECAM

ROZPRAWKI Z TABU

ZAWODOWE OSOBLIWOŚCI