czym dla kobiety naprawdę jest niedźwiedź?

„Ostrożność nie jest oskarżeniem. Czasem jest pamięcią o tym, ile kosztuje pomyłka” – Bałaganiara
 

Jakiś czas temu Internet żył pytaniem, które na pierwszy rzut oka brzmi jak niezbyt ambitny eksperyment myślowy po trzecim piwie: Kogo wolałabyś spotkać sama w lesie: obcego mężczyznę czy niedźwiedzia? Wiele kobiet odpowiadało: niedźwiedzia.

Reakcja sporej części mężczyzn w sumie była do przewidzenia. Nie zliczę, ile razy widziałam ich komentarze w stylu "Serio wolicie spotkać kilkusetkilogramowe dzikie zwierzę niż zwykłego faceta? Czy naprawdę uważacie każdego z nas za gwałciciela, mordercę albo psychopatę?"

Tyle że to trochę bardziej skomplikowane niż "każdy" i "wolimy spotkać". A w tym wszystkim moim zdaniem brakowało spokojnego wyjaśnienia jednej rzeczy: dlaczego ta odpowiedź dla tak wielu kobiet była intuicyjnie zrozumiała?

Bo może wtedy okazałoby się, że niedźwiedź jest tutaj najmniej interesującą postacią.

Nie wiem, kim jesteś

Zacznijmy od czegoś banalnego: większość kobiet doskonale wie, że nie każdy mężczyzna jest niebezpieczny. Naprawdę. Ta informacja do nas dotarła. 

Problem polega na czymś innym. Kiedy kobieta spotyka obcego mężczyznę w tym przysłowiowym lesie, on może wiedzieć, że nie zrobi jej krzywdy. Ale ona tego nie wie. I właśnie w tym "nie wie" jest sedno całego problemu. Cudownie byłoby, gdyby istniał sposób, by na pierwszy rzut oka rozpoznać, kto uszanuje granice, a kto nie. Albo kto chce tylko zapytać o drogę, a kto właśnie ocenia, czy bezproblemowo może spełnić swoje przemocowe fantazje. Lecz nie istnieje. 

Niedźwiedź też może być śmiertelnie niebezpieczny. Nie zamierzam robić z niego leśnego terapeuty z futrem. Ale katalog powodów, dla których niedźwiedź może zrobić mi krzywdę, jest znacznie węższy. Nie muszę się zastanawiać, czy udaje życzliwość, czy zaakceptuje odmowę albo czy będzie mnie śledzić.

Osoba ma intencje, a one są tą niewiadomą, która "robi robotę". Nie chodzi więc o przekonanie, że każdy mężczyzna stanowi zagrożenie, lecz o to, że potencjalne zagrożenie nie nosi identyfikatora. 

Mężczyzna spotykający samotną kobietę w lesie znacznie rzadziej staje przed podobnym dylematem. Nie musi natychmiast oceniać, czy będzie w stanie fizycznie się przed nią obronić. Nie zakłada automatycznie, że jakaś jego reakcja może zwiększyć ryzyko przemocy z jej strony. Kobieta częściej musi. Nie dlatego, że każda kobieta jest bezbronna, a każdy mężczyzna jest terminatorem. Po prostu różnica siły fizycznej zaczyna mieć znaczenie właśnie wtedy, kiedy sytuacja przestaje być bezpieczna.

A strach nie bierze się wyłącznie z biologii, lecz także doświadczenia jej i innych kobiet - z molestowania, śledzenia, przekraczania granic w relacji. I z wiedzy, że sprawcą nie zawsze jest stereotypowy obcy czający się w krzakach – bywa, że to ktoś, kto był w jej życiu od jakiegoś czasu, ktoś bliski. Ktoś, komu kobieta ufała. Jeżeli nawet znajomość nie zawsze gwarantuje bezpieczeństwo, trudno oczekiwać, że nieznajomy automatycznie otrzyma kredyt zaufania tylko dlatego, że sam wie o sobie, że jest porządnym facetem.

Dlaczego mężczyzn to boli?

Jednocześnie domyślam się, dlaczego odpowiedź "niedźwiedź" może mężczyznę zaboleć. Nie mam problemu z tym, aby powiedzieć "Rozumiem, dlaczego poczułeś się tym dotknięty" i jednocześnie zapytać "Rozumiesz, dlaczego ona nie może wiedzieć, że właśnie ty jesteś w porządku?"

Kobieta słysząc pytanie wspomniane na początku myśli o nieznanym mężczyźnie. Konkretny mężczyzna, który słyszy jej odpowiedź, myśli o sobie (bo jest mężczyzną). On wie, że nikogo nie zamierza zgwałcić, pobić ani zamordować. Być może całe życie zachowuje się przyzwoicie. Nagle słysząc, że jakaś kobieta wolałaby spotkać dzikie zwierzę niż mężczyznę (czyli również jego) poczuje się niesprawiedliwie ocenionym. Nikt nie lubi być postrzegany jako potencjalne zagrożenie ze względu na cechę, której nie wybrał.

Jednak chciałabym, aby mężczyźni zrozumieli, że kobieta nie mówi: "Wiem, jaki jesteś i uważam cię za niebezpiecznego" lecz "Nie wiem, jaki jesteś, a koszt pomyłki może być dla mnie bardzo wysoki."

Nie bój się. Ale powinnaś była się bać

Bardzo prawdopodobne, że kobieta ostrożna wobec obcego mężczyzny usłyszy: "Nie każdy mężczyzna", "Nie możesz zakładać, że ktoś chce ci zrobić krzywdę tylko dlatego, że jest facetem".

I to w sumie nie jest głupie, bo faktycznie nie każdy mężczyzna. Do momentu, kiedy rzeczywiście coś się wydarzy. Wtedy nagle pojawiają się oskarżenia w jej stronę: Dlaczego tam poszłaś? Dlaczego mu zaufałaś? Dlaczego nie wyszłaś wcześniej? Dlaczego nie zauważyłaś, że coś jest z nim nie tak? Jak byłaś ubrana? Może go sprowokowałaś?

I nagle komunikat wygląda tak: Nie zakładaj, że może być niebezpieczny. Ale jeśli okaże się niebezpieczny, powinnaś była przewidzieć, że będzie.

Jeżeli nie zaufa, krzywdzi niewinnego mężczyznę swoim podejrzeniem. Jeżeli zaufa niewłaściwemu, być może sama nie zachowała wystarczającej ostrożności.

Dlaczego wymagamy od nich odpowiedzialności za rozpoznawanie zagrożenia, a potem obrażamy się, kiedy zaczynają potencjalne zagrożenie brać pod uwagę?

A może niedźwiedź ostrzegał?

Spróbujmy na chwilę zastosować ten sam sposób myślenia do niedźwiedzia.

Kobieta została zaatakowana przez niego. No przykra sprawa, ale może niedźwiedź wcześniej ostrzegał? Może sama podeszła za blisko, bo zobaczyła słodkie małe niedźwiadki i koniecznie chciała je pogłaskać? Powinna była wiedzieć, że matka będzie ich bronić. W tym przypadku analizujemy raczej po to, żeby zrozumieć zdarzenie albo uniknąć podobnego w przyszłości. Ale nie dochodzimy do wniosku, że pogryziona osoba zasłużyła na atak albo że niedźwiedź w gruncie rzeczy miał prawo ją rozszarpać, bo została źle odczytana jego granica.

Przy przemocy ze strony mężczyzny ta granica odpowiedzialności potrafi dziwnie się przesuwać. Sprawca "stracił panowanie", "był zazdrosny", "zdenerwował się", "źle zrozumiał sygnały". Za to zachowanie kobiety przed zdarzeniem zostaje rozłożone na czynniki pierwsze – do granic absurdu i często do granic okrucieństwa. I dlatego kobieta może bać się nie tylko tego, co ktoś zrobi. Może bać się również tego, co wydarzy się później, jakie pytania usłyszy, czy jej ktoś uwierzy i potraktuje poważnie. Jakby musiała udowodnić, że zrobiła wszystko idealnie, nie dając oprawcy powodów do ataku. Zresztą wspominałam już o czymś podobnym w innym tekście .


Nie twierdzę, że mężczyzna musi brać na siebie odpowiedzialność za przemoc innych mężczyzn. Czy też przepraszać za swoją płeć. Nie musi nawet uważać odpowiedzi "niedźwiedź" za sprawiedliwą wobec siebie – ma prawo poczuć się nią dotknięty. Ale może byłoby dobrze, aby zadał sobie pytanie: "Co sprawiło, że tak wiele kobiet natychmiast zrozumiało, dlaczego ktoś mógłby wybrać niedźwiedzia?"

A jako kobieta mogę powiedzieć, że ta "kontrowersyjna" odpowiedź nie mówi aż tyle o mężczyznach jako grupie, za to bardzo dużo o doświadczeniu kobiet. Zrozumienie, dlaczego mężczyzn ta odpowiedź boli, nie sprawia jeszcze, że kobieca ostrożność staje się czymś niewłaściwym.

Komentarze

LUDZKIE MECHANIZMY

ROZPRAWKI Z TABU