miłosierne wzruszenie do kawy z ciasteczkiem

"Najłatwiej zachwycić się plastrem, kiedy nie chce się patrzeć na ranę" - Bałaganiara 


Tak sobie czytam nagłówki w rodzaju "Odzyskaj wiarę w ludzkość" przy historii starszej kobiety, która próbowała ukraść w sklepie podstawowe produkty spożywcze. Czytam też komentarze pełne wzruszenia, bo policjanci zamiast wystawić mandat, pouczyli ją, zrobili jej zakupy i skierowali do pomocy społecznej. Policjanci mogli ograniczyć się do procedury, a jednak zobaczyli człowieka potrzebującego pomocy.

Tylko że mnie w tej całej wzruszającej historii coś uwiera - dramat starszej kobiety został zmieniony w ciepłą opowiastkę do kawy. Wiele osób pisało w komentarzach o odzyskaniu wiary w ludzi. A może bardziej należałoby zapytać, jak to się stało, że starszy człowiek stanął przed sklepową półką i zamiast zastanawiać się, który ser kupić, musiał zastanawiać się, czy go ukraść? Ale to trochę niewygodne pytanie – bo ono nie mówi tylko o geście policjantów, ale i o czymś, co jest znacznie mniej fotogeniczne.

Jesteś człowiekiem należącym do pokolenia, które przeżyło transformację ustrojową, kolejne kryzysy i dziesięciolecia zmian gospodarczych. Być może większość dorosłego życia pracowałaś, płaciłaś podatki, oszczędzałaś tyle, ile się dało. A potem przychodzi starość i okazuje się, że Twoja codzienność może sprowadzać się do liczenia, czy po wykupieniu leków zostanie jeszcze na jedzenie. Do comiesięcznej wyliczanki "entliczek pętliczek w tym miesiącu nie zapłacę za …" 

Chociaż może bardziej niewygodne jest to, że czytanie takich historii pozwala poczuć "wdzięczność za to co posiadamy" w sytuacji, w której odpowiednią reakcją powinien być raczej dyskomfort i refleksja. Ot, takie tam ćwiczenie z poziomu własnej wdzięczności. A tak naprawdę, to ten gest powinien dopiero otwierać pytania: Dlaczego starszego człowieka nie stać na podstawowe produkty? Dlaczego pomoc pojawia się dopiero wtedy, kiedy dochodzi do sytuacji granicznej? Ilu będzie po prostu oszczędzać na jedzeniu, lekach albo ogrzewaniu tak cicho, że nigdy nie powstanie o nich żaden wzruszający artykuł?

Nie jest to zresztą wyłącznie polska osobliwość. Korea Południowa, którą z naszej części świata bardzo łatwo oglądać przez lśniącą fasadę technologii, popkultury i gospodarczego sukcesu, od lat mierzy się również z problemem ubóstwa osób starszych. Pokolenie, które współtworzyło rozwój kraju, bywa dziś jednym z najmniej efektownych rewersów tego sukcesu.

A społeczeństwa bardzo lubią opowieści o własnym rozwoju. O wzroście gospodarczym, nowoczesności, przedsiębiorczości, kolejnych sukcesach. Znacznie mniej lubią patrzeć na ludzi, którzy z tych wszystkich sukcesów niewiele mają. Ponieważ bieda ma jeszcze jedną niewygodną cechę: zazwyczaj mówi ciszej niż przywilej. Ludzie z pieniędzmi, wpływami i dostępem do chociażby SM potrafią bardzo głośno opowiadać o tym, jak wiele (ich zdaniem) zabiera im państwo, jak wysokie są koszty prowadzenia działalności i jak kolejna regulacja niemal "sprowadza ich na skraj finansowej przepaści". I nie mam tu na myśli pani Kasi prowadzącej osiedlowy warzywniak, która rzeczywiście zastanawia się, czy za kilka miesięcy nadal będzie miała z czego opłacić cały ten grajdołek zwany własną działalnością. 

Tymczasem człowiek, którego nie stać na jedzenie, często staje się widoczny dopiero wtedy, kiedy wydarzy się coś dostatecznie dramatycznego, żeby nadawało się na artykuł. Kiedy ukradnie, zemdleje, ktoś zorganizuje zbiórkę.

W sytuacjach jak z tą starszą panią widać jeszcze jedną rzecz, coś czego naprawdę nie lubię: romantyzowanie biedy. W ogóle mam wrażenie, że ludzkość uwielbia romantyzować nie, to co powinno być romantyczne - ale może to temat na inny wpis. Jej bieda nie nabiera szlachetności tylko dlatego, że ktoś podał jej rękę. Głód nie staje się mniej upokarzający, bo jego finał dobrze wygląda w SM czy nagłówkach gazet.

Poza tym uwiera mnie też to, że zwykła ludzka przyzwoitość w takich konkretnie okolicznościach, urasta do rangi bohaterstwa. I aby było jasne – nie mam zamiaru krytykować zachowania policjantów czy też nagłaśnianie takich gestów. Niemniej zadziwiające i smutne jednocześnie jest to, że w takich sytuacjach bardziej oczywiste byłoby dla nas to, że jak policjant zobaczy przed sobą głodnego człowieka, to stwierdzi: procedura to procedura, mandat poproszę. Zadziwiające jest to, że powstały warunki, w których zwykłe zachowanie się po ludzku zaczyna wyglądać jak czyn niezwykły. 

Jak najbardziej zgadzam się z tym, że zbiórki ratują ludzi czy zwierzęta, że ratunkiem bywa sąsiadka pomagająca robić zakupy czy obcy człowiek opłacający rachunek w aptece. Ale to jest pomoc DORAŹNA, która bardziej przypomina plasterek z uroczym zwierzaczkiem przyklejony na otwarte złamanie z przemieszczeniem. Tylko czy powinniśmy zachwycać się bardziej tym kotkiem z plasterka czy może zająć się złamaniem? Bo ta starsza pani to nie jest "uroczy obrazek z Internetu" czy też "wdzięczny temat na łzawy artykuł". To raczej wyrzut sumienia dla nas wszystkich, który udało przerobić na miłosierne wzruszenie do kawy z ciasteczkiem.

A społeczeństwo? Chyba nie ma powodów do zbiorowego poklepywania się po plecach. Tym bardziej, że starość nie jest czymś egzotycznym. 

Komentarze

POLECAM

ZAWODOWE OSOBLIWOŚCI