Polecane posty

cosplay prawa pracy

"Nie ma większego niewolnika niż ten, który błędnie uważa się za wolnego" 
– J. W. von Goethe


Czytasz komentarze pod postami o zmianach w prawie pracy i nagle dociera do Ciebie jedno: żyjemy w epoce wielkiego, narodowego cosplayu. Pracodawcy udają, że nie rządzą. Pracownicy udają, że są niezależni. A wszyscy razem udajemy, że smycz, na której trzyma nas system, to modna biżuteria.

Przebierasz się w garnitur B2B albo "wolnego zleceniobiorcy", ale Twój model pracy to czysty etat – tyle że bez urlopu, bez ochrony przed zwolnieniem i bez składek, które kiedyś uratują Ci tyłek. Pracodawca udaje, że nie jest Twoim szefem, tylko "zleceniodawcą". Spróbuj spóźnić się 15 minut albo wyjść wcześniej z biura – nagle cała "elastyczność" znika. Ty udajesz, że jesteś przedsiębiorcą, ale Twoja przedsiębiorczość kończy się na modleniu się, żeby szef (a przepraszam "klient") miał dobry humor przy podpisywaniu faktury.
Zagorzałymi fanami tego cosplayu są ci, których uwiodła magia "więcej netto na rękę". W porządku. Naprawdę. Tylko wtedy proszę: nie romantyzuj zmęczenia, nie płacz z wypalenia zawodowego, nie udawaj, że system Cię oszukał. I nie blokuj zmian, które mają chronić innych ludzi. Takich, którzy wybraliby inaczej – gdyby faktycznie mieli wybór.

Bo problem zaczyna się tam, gdzie ten "wybór" jest jedyną dostępną opcją, a nie realną alternatywą. Gdzie ogłoszenie niby oferuje różne umowy, ale wszyscy wiedzą, że pracę dostanie ten, kto zgodzi się na wariant najtańszy dla pracodawcy. Tego, który marzy, by przerzucić całe ryzyko prowadzenia biznesu na Ciebie. To nie jest wolność. To jest przymus opakowany w ładne słowa.

Jeśli myślisz, że jesteś "sprytnym graczem", zdradzę Ci sekret: dajesz się dymać przez system, który sam potem bronisz. Dając sobie wmówić, że inaczej nie będziesz "milionerem", bo pokazuje Ci jednego zwycięzcę zamiast tysiąca spalonych po drodze.
A Twoja "elastyczność" to tylko słowo na papierze. W prawdziwym świecie wystarczy L4, wypalenie, chęć bycia rodzicem, opieka nad kimś bliskim albo zwykłe "nie mam już siły" – i cały mit wolności rozsypuje się szybciej niż narracja HR. o "rodzinnej atmosferze".

I tu dochodzimy do sedna, którego wielu ludzi kompletnie nie rozumie. Problemem nie jest to, czy ktoś wybiera zlecenie czy B2B. Problemem jest to, że pracodawcy masowo nie respektują cech tych umów.
Umowa zlecenie to nie jest etat light. To umowa na wykonanie zadania – w czasie, miejscu i trybie wybranym przez zleceniobiorcę, byleby dowiózł termin i jakość. B2B to nie "etat na fakturę", tylko relacja biznesowa, która z definicji powinna dawać autonomię, także w wyborze miejsca i czasu pracy.
Jeśli masz zlecenie albo B2B, a pracujesz od poniedziałku do piątku, w określonych godzinach, pod nadzorem, według grafiku i poleceń – to nie jest elastyczność. To jest etat bez praw. I właśnie ta patologia jest powodem, dla którego państwo zaczyna wchodzić z kontrolą. Nie dlatego, że ktoś chce odebrać wolność, tylko dlatego, że wolność została sprowadzona do fikcji.
Uważasz inaczej? W porządku. Tylko wtedy nie oburzaj się, że system, którego nie chciałeś współfinansować, nie działa dla Ciebie. Wypadek? Choroba? Ciężka niepełnosprawność Twojego dziecka? Prywatne wizyty, prywatna rehabilitacja, prywatna opieka. Bo przecież Ciebie stać, skoro dziś cieszysz się z tych kilkudziesięciu złotych więcej, prawda?

Aaa, mówisz, że Ciebie to nie spotka? Że nie będziesz mieć dzieci? Być może, ale tego nie możesz być pewien na 100%. Nikt z nas nie wie, co wydarzy się jutro. Nikt nie wie, czy nie obudzi się po wypadku, który zmusi go do korzystania z tego samego systemu, na którym dziś oszczędza. Nikt nie wie, czy za kilka lat nie będzie potrzebował dokładnie tego wsparcia, które dziś nazywa "złodziejstwem".
Kiedy dziś cieszysz się, że oszczędzasz na składkach, okradasz siebie, swoje dzieci i moją przyszłość. Ten system to nie jest mityczny worek bez dna. To są nasze – moje, Twoje i Twoich dzieci – leki za kilka lat. To jest opieka osoby trzeciej, której będziesz potrzebować, gdy kręgosłup odmówi posłuszeństwa po latach "elastycznego zapierdolu". To jest renta, która uratuje Ci życie, gdy z "przedsiębiorczego lwa" staniesz się osobą potrzebującą wsparcia.

To nie jest kwestia moralności. To matematyka społeczna.
Twoja dzisiejsza pewność siebie to nie odwaga. To naiwność. To bycie wygodnym trybikiem w cudzym interesie. Bo gdy ten radosny cosplay się skończy – a skończy się najpóźniej w okolicach Twojej emerytury lub pierwszej poważniejszej choroby – to zostaniesz z pustymi rękami, a Twój "partner biznesowy" po prostu znajdzie sobie nowego cosplayera.

Cieszę się, że powoli wypadam z tego cyrku, choć strach w moim życiu już dawno przesunął akcenty. Bo starość, choroba i niepełnosprawność to jedyne rzeczy, których nie da się "oscasplayować".

Komentarze

Pamiętasz, kim byłeś, zanim świat powiedział Ci, kim powinieneś być? Charles Bukowski